Za 640 000 dolarów Ferrari wjeżdża w elektryki, a Bezos odpowiada pick-upem za 30 000.

Za 640 000 dolarów Ferrari wjeżdża w elektryki, a Bezos odpowiada pick-upem za 30 000
Za 640 000 dolarów Ferrari wjeżdża w elektryki, a Bezos odpowiada pick-upem za 30 000

Dwa światy elektrycznych nowości

Jak informuje Vox - Загальний: W maju tego roku Ferrari zaprezentowało swój debiutancki model na prąd – Luce. Jego cena sięga 640 000 dolarów. Tymczasem na horyzoncie pojawia się konkurencja z zupełnie innej półki: elektryczny pick-up Slate, który wspiera Jeff Bezos, ma kosztować poniżej 30 000 dolarów. To diametralnie różne podejście do cen – Luce celuje w niszę luksusu, a Slate otwiera drzwi dla tych, którzy do tej pory nie mogli sobie pozwolić na elektryka.

Czym wyróżnia się Slate?

Slate to dwumiejscowy pojazd, który budzi mieszane uczucia. Producent celowo zrezygnował z kilku elementów, które wielu uznaje za standard. Na liście braków znalazły się:

  • radio
  • ekran dotykowy
  • lakier

Wygląda na to, że producent stawia na maksymalną oszczędność i praktyczność, co może przyciągnąć konkretną grupę odbiorców. Premiera Slate’a przewidziana jest na koniec 2023 roku.

Warto dodać, że Ford F-150 wciąż pozostaje najlepiej sprzedającym się autem w Stanach Zjednoczonych – to dowód na ogromny popyt na pick-upy za oceanem. Jeden z komentatorów podsumowuje to krótko:

„Ludzie głosują portfelem, prawda?”

To może być sygnał dla producentów walczących o udziały w rynku elektryków. Inny głos w dyskusji brzmi:

„Skoro Ferrari nie potrafi zrobić fajnego elektryka, to kto potrafi?”

Te opinie pokazują, jak gorącym tematem jest dziś dostępność i cena elektrycznych aut.

Wejście Slate’a na rynek może przetasować układ sił w segmencie pojazdów elektrycznych, zwłaszcza że jego cena jest rewolucyjnie niska. Ferrari Luce za kilkaset tysięcy dolarów to oferta dla wąskiej grupy, podczas gdy tańsze alternatywy, jak Slate, mogą trafić do masowego klienta. To również dowód na to, że upowszechnienie elektrycznej mobilności wymaga przystępnych cen – szczególnie w obliczu rosnącej presji na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.


Czytaj także

Reklama