Ryanair zaostrza zasady: spóźnialscy stracą miejsce na pokładzie.
Surowe stanowisko prezesa linii lotniczych
Jak informuje Espreso.tv: Michael O’Leary, dyrektor generalny Ryanaira, podkreślił, że pasażerowie muszą stawić się przy bramce przed zamknięciem wejścia na pokład. Zaznaczył, że przedsiębiorstwo nie będzie opóźniać odlotu z powodu osób, które nie dotrą na czas:
„Nikogo nie zamierzamy wyczekiwać. Stawiamy na tych, którzy pojawią się przy bramce w momencie rozpoczęcia wejścia na pokład. Jeśli nie będzie was przy bramce, gdy zakończymy odprawę, samolot wzbije się w powietrze bez was” – O’Leary.
Prezes Ryanaira zalecił również przybywanie na lotnisko z odpowiednim zapasem czasu.
Wydarzenia na arenie międzynarodowej
Tymczasem 11 maja Andrij Sybiha wysunął wobec Unii Europejskiej propozycję tzw. „rozejmu lotniskowego” między Ukrainą a Moskwą. Inicjatywa ta zmierzała do złagodzenia napięć w przestrzeni powietrznej regionu. Z kolei 10 lipca na Florydzie doszło do oficjalnej zmiany nazwy portu lotniczego Palm Beach na cześć Donalda Trumpa, co wiązało się z wydatkiem 5,5 mln dolarów.
Wypowiedź dyrektora Ryanaira uwypukla konieczność punktualnego pojawiania się w porcie lotniczym – zwłaszcza gdy każda zwłoka może skutkować utratą lotu. Takie podejście bezpośrednio oddziałuje na postrzeganie jakości obsługi przewoźnika i zadowolenie klientów. Równocześnie pomysły takie jak „rozejm lotniskowy” pokazują próby stabilizacji sytuacji w regionie, a przemianowanie lotniska na Florydzie na część Trumpa można odczytywać jako polityczny akcent obrazujący jego wpływy w Stanach Zjednoczonych.
Czytaj także
- Milionowe straty i paraliż infrastruktury: Krym w ogniu kryzysu
- Co szósty turysta we Włoszech popełnia błąd. Te 7 zasad gastronomicznych uratuje twój wyjazd
- Gorące źródła, tanie noclegi i mniej turystów – oto Ischia, alternatywa dla Amalfi
- Minimalistka Courtney Carver: te trzy rzeczy celowo zostawiam w domu podczas wyjazdów
- Chorwacji grozi spadek turystyki: liczba niemieckich gości zmniejszyła się o 36%
- Rekord w Dubaju: apartament za 100 tysięcy dolarów za noc – najdroższy na świecie

