Matki Irpenia odnalazły synów w grobach nieznanych po czterech latach poszukiwań.
Jak informuje ТСН: Trzy rodziny z Irpenia, których synowie zostali ochotnikami na początku pełnoskalowej inwazji, czekały prawie cztery lata, aby dowiedzieć się o nich. W rezultacie odnaleziono ich w grobach, gdzie byli pochowani jako nieznani. Aktywność matek pomogła ujawnić dowody zbrodni wojennej Rosjan i umożliwiła pochowanie obrońców z honorami.
Trzech nierozłącznych przyjaciół
Kobiety — pani Olesia (matka Artura), Waleria (matka Rusłana) i Ludmiła (matka Ołeksija) — w ciągu tych lat stały się bliskimi przyjaciółkami. Ich dzieci — Artur Baranec, Ołeksij Jaszczenko i Rusłan Filipenko — od dzieciństwa zawsze były razem. Artur i Ołeksij przyjaźnili się od trzeciego roku życia, jeszcze z przedszkola.
Chłopcy mieli podobny charakter i byli wysoki — wszyscy troje mieli poniżej dwóch metrów wzrostu.
„Nazywano ich dębami, kiedy ich szukaliśmy, wszyscy mówili, jak można ich nie zapamiętać, stali razem, jak dęby”, — wspomina mama Rusłana.
W momencie inwazji Arturowi i Rusłanowi było po 22 lata, a Ołeksijowi — 20. Najpierw odwieźli rodziny na zachód Ukrainy, a potem wrócili do Irpenia, gdzie wstąpili do formacji ochotniczej.
Matka Ołeksija zapamiętała jego ostatnie słowa: „Niech będzie wszystko dobrze”.
Zadania, niewola i ślady tortur
Łączność z chłopcami urwała się 2 marca 2022 roku. Tego dnia Rusłan, Artur i Ołeksij otrzymali rozkaz dostarczenia amunicji i dronów na pozycje.
W Worzelu chłopcy trafili pod ostrzał. Rodzinom udało się ustalić, że to właśnie tutaj zostali wzięci do niewoli. Pod koniec marca na rosyjskim kanale pojawiło się wideo przesłuchania Artura i Rusłana w lesie.
'Sąsiadka przesyła mi wideo, na którym jest mocno pobity, stoi na kolanach, składa zeznania tym wojskowym orkom… Mówiono nam, że nie mogą ich zabić, bo są na wideo, że są w niewoli”, — opowiadała mama Artura.
Rodziny złożyły materiały DNA już w 2022 roku. Poszukiwania prowadzone były wśród wziętych do niewoli, szukano śladów w Oleniwce, Nowozybkowskim areszcie. „Mimo wszystko szukałam go żywego”, — opowiada matka Rusłana.
Własne śledztwo i niedbałość dochodzenia
Minął rok, a bliscy nie otrzymali dostępu do materiałów sprawy karnej, śledczy się zmieniali. Matki postanowiły prowadzić własne śledztwo, korzystając z nieoficjalnych kontaktów. Odnalazły mieszkańca Irpenia Sergiusza Kondratienkę, którego Rosjanie porwali w tym samym czasie.
Kondratienko zapamiętał chłopców po wzroście, samochodzie i powiedział, że jeden z nich był ranny.
Potwierdził, że spędził z Ołeksijem, Rusłanem i Arturem około pięciu dni, ich torturując:
„Wykorzystywali ich — to marzec, zimno. Związali ich, siedzieli na nich”, — opowiada.
Chłopcy „sześć razy prowadzili na egzekucje”. Potem przetrzymywano ich w „lodówkach” przy lotnisku w Hostomelu. 7 marca część cywilnych osób wywieziono do niewoli, a niektórych rozstrzelano.
Spalone szczątki i zbiegi DNA
Kiedy obwód kijowski został wyzwolony, z hangarów w Hostomelu do biura medycyny sądowej w Buczy dostarczono spalone szczątki, tak zniszczone, że nie można było ustalić nawet liczby ciał.
Lekarz medycyny sądowej Sergiusz Liahowicz wyjaśnił, że szczątki zostały spalone: „Najgorsze to działanie wysokich temperatur, to dla nas spalenie.”
Z projutowanych fragmentów udało się uzyskać DNA. Służby komunalne pochowały te pakiety na cmentarzu w Hostomelu jako nieznane.
Po czterech latach niewiedzy, zmęczona poszukiwaniami, pani Waleria poprosiła przez kontakty osobiste o sprawdzenie jej DNA. Okazało się, że jej materiał w ogóle nie został wprowadzony do bazy.
Gdy dane DNA Walerii Filipenko zostały wprowadzone, na 99,9% zbiegały się z szczątkami pod numerem 352. Dowiedziała się również, że w rodzinach Artura i Ołeksija zbiegi DNA miały miejsce już w 2023 roku, jednak nie zostały o tym poinformowane.
„Gdyby nie osobiste kontakty, aby to znaleźć, czekalibyśmy jeszcze długo na nasze dzieci,” — ze łzami powiedziała Waleria.
Fragmenty Rusłana i Ołeksija, a także większa część Artura, leżały w tych ponumerowanych grobach przez cztery lata.
'Praktycznie 4 lata szukałam dziecka w niewoli, a on leżał tutaj, pod domem, a ja nie miałam możliwości ani przyjść, ani zapłakać… Mam i u Ludmiły bardzo małe pakiety, tam prawie nic nie zostało”, — powiedziała Waleria.
Pogrzeb i kontynuacja walki
Artura, Rusłana i Ołeksija pochowano z honorami na Alei Bohaterów w Irpeniu. Przyjaciele spoczywają obok siebie.
„Godnie pochowaliśmy naszych dzieci,” — zaznaczyła Ludmiła.
Dla matek to nie koniec. Muszą udowodnić, że ich synowie są uczestnikami działań wojennych, ponieważ dobrowolnie stanęli w obronie od pierwszych dni.
„Chcę, aby całe ludzkość wiedziała, że oni są bohaterami,” — mówi pani Waleria.
Jednak główna walka trwa — kobiety pragną, aby wszystkie dowody zbrodni wojennej były dokładnie zbierane. Ponieważ ci, którzy strzelali i spalili ich bezbronnych synów, „mają i imiona, stopnie oraz stanowiska w rosyjskiej armii”.
Czytaj także
- Rosyjskie uderzenia na wschodzie i południu Ukrainy: ofiary śmiertelne i ranni w trzech obwodach
- Dwa wybuchy w obwodzie charkowskim – ranni mężczyźni w ciągu 24 godzin
- Mężczyzna zgubił się we własnym ogrodzie – 9 godzin w podziemnym labiryncie pod Odessą
- Śmierć żołnierza w szpitalu w Kijowie – śledztwo w sprawie leczenia
- Po nalotach na Cherson płonie miasto, a w obwodzie dniepropietrowskim ranni w ataku na Wasylków – najnowsze doniesienia z frontu
- Atak na placówkę medyczną w obwodzie charkowskim – zniszczone karetki i szpital

