Paralizowanego pacjenta wypisano ze szpitala: znaleziono go przy metrze w Kijowie.
Jak informuje ТСН: W Kijowie, przy stacji metra 'Zwierzyńce', miał miejsce smutny incydent, który wzbudził oburzenie w mediach społecznościowych. Przechodnie zauważyli mężczyznę z pakunkami, który siedział na murku i mówił, że lekarze zostawili go tam bez telefonu i pieniędzy, przez co groziło mu zamarznięcie.
Kijowianka Lilit Skraklij, która pierwsza przyszła mu z pomocą, opisała jego historię.
Wersja świadka o sytuacji
Lilit zauważyła, że mężczyzna, który siedział na murku, wyglądał na całkiem trzeźwego i zadbanego, ale nie mógł się poruszać.
"Powiedział, że jest sparaliżowany i wyrzucono go ze szpitala. Zapewniał, że siedzi tam już długo, nikt do niego nie podchodził i było mu bardzo zimno. Nie ma nikogo bliskiego w Kijowie i nie ma dokąd iść. Nie ma telefonu. Prosił o wezwanie policji lub karetki," - pisze Lilit Skraklij.
Na szczęście, na wezwanie przyjechali policjanci, którzy wezwali karetkę. Jednak, według Lilit, lekarze nie chcieli zabrać mężczyzny.
Starała się znaleźć miejsce w schronisku dla bezdomnych, ale odmówiono jej, ponieważ nie przyjmują sparaliżowanych. Lilit uważa, że lekarze powinni zorganizować jego transport do schroniska w Jasnogórce.
"Zamiast tego lekarze wywieźli sparaliżowanego pacjenta i zostawili w odległości 200 metrów, po prostu na murku przy metrze. Mógł tam zamarznąć i umrzeć. Namówiłam karetkę, aby zawiozła go z powrotem do szpitala. A w szpitalu okazało się, że mężczyzna niedawno przeszedł udar, a lekarze po prostu nie znaleźli dla niego miejsca. Więc zostawili bezbronną osobę na ulicy," - dodaje Lilit Skraklij.
Pytania do społeczeństwa
Lilit, która pomogła mężczyźnie, jest wstrząśnięta sytuacją.
"Wciąż jestem w szoku. Co się dzieje w naszym kraju? Jak ludzie, którzy złożyli przysięgę Hipokratesa, mogą wyrzucać inną osobę na ulicę, by po prostu umierała? Dlaczego w kraju, w którym trwa wojna, ludzie przechodzą obok innych? Dlaczego ci, którzy nie są w stanie się utrzymać, po prostu umierają?"
Oficjalne stanowisko Departamentu Zdrowia
Departament Zdrowia Kijowskiej Administracji Miejskiej zaczyna wyjaśniać szczegóły incydentu. Potwierdzili, że mężczyzna, urodzony w 1962 roku, był leczony na oddziale neurochirurgii od 6 października do 26 listopada. Zdiagnozowano u niego zamknięty uraz czaszkowo-mózgowy oraz hemiparez.
Wyjaśnienie lekarzy
Lekarze twierdzą, że mężczyzna może się poruszać. Podczas leczenia nawet odwiedzał sklep.
Podkreślają, że nikt nie zostawił go przy metrze:
"Mężczyzna bez stałego miejsca zamieszkania, z obwodu chersońskiego, przebywał w schronisku w Jasnogórce, z którego uciekł. Kategorycznie odmówił przewiezienia do schroniska, co zostało odnotowane w dokumentach," - zauważają w Departamencie Zdrowia.
Lekarze dodają, że mężczyzna został wypisany ze szpitala 26 listopada, a on samodzielnie opuścił go, otrzymując odzież, w tym płaszcz i buty. Później został znaleziony przez przechodniów na ulicy.
Po ponownym badaniu w szpitalu pacjent został skierowany na oddział neurologiczny Kijowskiej Miejskiej Klinicznej Szpitala Nr 18.
Ta sytuacja uwypukliła problemy systemu ochrony zdrowia i ochrony socjalnej na Ukrainie. Ważne jest, aby społeczeństwo zwróciło uwagę na bezduszny stosunek do najbardziej wrażliwych warstw społeczeństwa. Wyzwania, przed którymi stają osoby z niepełnosprawnościami, wymagają nie tylko odpowiedzialności medycznej, ale także humanitarnej.
Czytaj także
- Zatrzymanie 47-latka po strzelaninie w Irpieniu
- Ciosy w przeprawy na południu: szlak na Krym odcięty
- Niezidentyfikowany obiekt nad Wilnem: alarm lotniczy wywołany balonem meteorologicznym
- Atak lotniczy na Słowiańsk: rannych pięć osób, w tym dziewięcioletnie dziecko
- Martwe delfiny na Odeszczyźnie i woda zmienia kolor: 22 przypadki w rejonie Tuzłowskich Limanów
- Atak na Słowiańsk: rannych sześć osób, w tym 9-letnie dziecko

