W Pryłukach podczas kąpieli zginęło niemowlę: policja bada tragedię.

W Pryłukach podczas kąpieli zginęło niemowlę: policja bada tragedię
W Pryłukach podczas kąpieli zginęło niemowlę: policja bada tragedię

Jak informuje ТСН: W Pryłukach w obwodzie czernihowskim podczas kąpieli w wannie utonął dziewięciomiesięczny chłopiec imieniem Zachar. Jego matka, Waleria Krusz, twierdzi, że tragedia miała miejsce z powodu uszkodzonego zapięcia na kole do pływania, które otrzymała w "Pakuneku Malucha". Na razie policja bada zdarzenie jako nieszczęśliwy wypadek oraz rażące niewykonanie obowiązków rodzicielskich.

Tragedia miała miejsce w domu 17 grudnia. Policja obwodu czernihowskiego poinformowała, że funkcjonariusze rewiru policji w Pryłukach ustalają przyczyny oraz okoliczności śmierci chłopca.

Historia rodziny, w której miała miejsce tragedia

Walerię, matkę niemowlęcia, pochodzi z obwodu czerkaskiego. Około dziesięciu lat temu przeprowadziła się wraz z matką i braćmi do wsi Kuty w obwodzie czernihowskim. Tutaj Waleria zaczęła żyć z miejscowym mieszkańcem Serhijem Mostowym, z którego miała dziewięcioletniego syna.

W sierpniu 2024 roku Serhija zmobilizowano do Sił Zbrojnych, a od stycznia tego roku uznawany był za zaginionego. Rodzina dowiedziała się o jego śmierci dopiero po dziewięciu miesiącach, a pochowano go 20 października. Waleria ciężko znosi tę stratę.

„Pierwszy mąż mnie bił, i w 3-4 miesiącu ciąży straciłam pierwsze dziecko. Odeszłam od niego, poznałam drugiego męża – Jurija Krusza. Ma 49 lat i 15-letnią córkę z poprzedniego małżeństwa. Jesteśmy małżeństwem od prawie roku. Urodził nam się Zachar. Planowaliśmy rodzeństwo, a ja znów byłam w ciąży” – opowiedziała Waleria.

Szczegóły śmierci niemowlęcia w Pryłukach

Walerią podzieliła się szczegółami tragedii. Tego dnia kąpała Zachara w wannie, korzystając z dziecięcego koła. Kobieta zaznacza, że to koło było w ich użyciu od dłuższego czasu, a wcześniej wszystko było bezpieczne.

„Graliśmy przez 30 minut, potem kot zaczął łamać naczynia. Wyszłam na kilka sekund, wróciłam — malutki już był pod wodą, a koło na wodzie. Zapięcie odpadło, mimo że je sprawdzałam. Wyciągnęłam syna i próbowałam go reanimować. Wiedziałam, że trzeba odwrócić dziecko, robiłam wszystko, co mogłam. Wezwałam "pogotowie", jechało około 15 minut. Kontynuowałam sztuczne oddychanie, aż przyjechali medycy” – opowiedziała Waleria.

Niestety, pomimo wykonanych działań reanimacyjnych, nie udało się uratować Zachara.

Wspomniała, że poinformowała o tragedii swojego męża, a Jurij wrócił z służby. Rodzice pochowali syna 19 grudnia.

Walerią zaznaczyła, że mąż nie obwinia jej za stratę Zachara, wręcz przeciwnie — wspiera ją. Ponadto kobieta poinformowała, że z powodu przeżyć ma zagrożenie poronieniem, więc lekarze planowali ją hospitalizować, ale odmówiła, ponieważ trzeba było pochować syna.

Śledczy policji wpisali informację o zdarzeniu do Jednolitego Rejestru Postępowań Karnych, kwalifikując je jako morderstwo z adnotacją "nieszczęśliwy wypadek", a także na podstawie artykułu o rażącym niewykonaniu obowiązków rodzicielskich.

Przypominamy, że niedawno w Pryłukach miały miejsce inne tragiczne przypadki, w tym areszt policjantki, która w wypadku drogowym potrąciła 6-letnią dziewczynkę. Te wydarzenia zwracają uwagę na problemy bezpieczeństwa i odpowiedzialności w społeczeństwie.


Czytaj także

Reklama