Rotacja na drodze śmierci: jak łącznościowcy zapewniają front pod ostrzałem.

Rotacja na drodze śmierci: jak łącznościowcy zapewniają front pod ostrzałem
Rotacja na drodze śmierci: jak łącznościowcy zapewniają front pod ostrzałem

Jak informuje ТСН: Zapewnienie stabilnej łączności na froncie wymaga nie tylko umiejętności technicznych, ale również niesie ze sobą stałe ryzyko dla życia podczas rotacji i dostawy sprzętu przez niebezpieczne obszary.

O niezwykłych przygodach pod ostrzałem, życiu w opustoszałych terenach i kosztach stabilnej łączności - w reportażu oficera prasowego Witalija Oczeryta.

Rotacja "Żelaznych sokół"

O 4 rano, kiedy pierwsze koguty jeszcze spały, wyruszyliśmy w drogę na spotkanie ze świtem. Naszym zadaniem była rotacja łącznościowców batalionu systemów bezzałogowych "Żelazne sokoły", wymiana żołnierzy na pozycjach oraz dostawa wody, żywności, paliwa i eko-flaszek.

Szybko się zbierając, wyruszyliśmy, słuchając Ozzy'ego Osbourne'a, który śpiewa "I am iron man!" Za kierownicą nasz dowódca Volt - młody, ale doświadczony wojownik. Siedzę z Hiszpanem i jeszcze dwoma towarzyszami z tyłu.

"Dowódco, wyłącz piecyk, bo się tutaj rozgrzejemy!" - rozlega się głos z tyłu.

Śmiejemy się. Nigdy bym nie pomyślał, że przybędę na pozycje w pickupie z podgrzewanymi siedzeniami.

Pokrowskie i zmiana przy retranslatorach

Kierujemy się do Pokrowskiego (nie mylić z Pokrowskiem). Wieś doświadczyła znacznych zniszczeń spowodowanych ostrzałem, a dzieci ewakuowano z powodu trudnych okoliczności. Volt przypomina sobie o lokalnej babci, która sprzedaje wszystko możliwe "z klapy", ale nie udało nam się zsynchronizować z jej zmianą.

Wjeżdżamy na podwórko i wchodzimy do domu, gdzie wszystko jest urządzone skromnie, ale przytulnie. Jest światło i nawet ciepła woda. Piwnica jest urządzona jako punkt zmiany przy retranslatorach, które odbierają sygnał i przesyłają go dalej, aby poprawić łączność między jednostkami.

W kuchni zorganizowano punkt kontrolny. Czekając na dalszą podróż, pijemy kawę i bawimy się z lokalnym małym kotem. Chłopcy pokazują nową broń.

„Droga śmierci” w stylu Szalonego Maxa

Mrok się rozprasza. Szybko przejeżdżamy kilka kilometrów, a potem przechodzimy na gruntową "drogę śmierci", która mogłaby konkurować ze scenami z "Szalonego Maxa". Tutaj możemy już stać się celem wrogich dronów. Volt wciska gaz, a nasz samochód skacze na dziurach.

W końcu, zatrzymując się w "strefie kół", mamy możliwość zaprezentowania całej mocy naszego samochodu.

Praca 7 kilometrów od frontu

Dronów na razie nie ma. Docieramy do celu, wyładowujemy sprzęt na pozycjach, w tle słychać eksplozje i strzały, ale są daleko. Chłopcy wykonują swoją pracę około 7 kilometrów od linii frontu, w zwykłym opustoszałym domu.

Warunki tutaj są trudniejsze - bez stałego światła, ogrzewania i wody, a wszystko opiera się na "eko-flaszkach". Każdy ma swój kąt, śpiwór i odpowiedzialność.

Zapewnienie łączności jest kluczowe dla sukcesu dzisiaj. Ciągła łączność radiowa, przeciwdziałanie wrogim zakłóceniom, obsługa retranslatorów - wszystko to zapewnia komunikację i koordynację.

Im trudniej, tym więcej kotów i psów ciągnie się do wojskowych w poszukiwaniu ciepła i wsparcia.

Zabieramy zbędne rzeczy i śmieci, wsiadamy do samochodu i wracamy, przeprowadzając rotację. Chłopcy zmieniają się co 5-7 dni, a tak trwa bez przerwy.

Ta rotacja i zapewnienie łączności na pierwszej linii podkreśla znaczenie wspólnej pracy i wsparcia wśród żołnierzy. Komunikacja w takich warunkach staje się nie tylko technicznym zadaniem, ale i kluczowym elementem bezpieczeństwa i przetrwania na froncie.

Życie na pozycjach jest pełne wyzwań, ale i momentów radości, które tylko wzmacniają ducha żołnierzy oraz ich dążenie do zwycięstwa.


Czytaj także

Reklama