Zagrożenie jądrowe powraca: czy świat jest gotowy na nową rzeczywistość.

Zagrożenie jądrowe powraca: czy świat jest gotowy na nową rzeczywistość
Zagrożenie jądrowe powraca: czy świat jest gotowy na nową rzeczywistość

Jak informuje Vox: Dziś świat staje w obliczu wielu zagrożeń, które mogą prowadzić do jego końca. Wśród katastrof klimatycznych, ryzyk związanych ze sztuczną inteligencją i epidemii, zdaje się, że zapominamy o jednym niebezpieczeństwie, które istnieje od 80 lat: ciągłej możliwości wojny jądrowej.

Jednak wojna jądrowa nie zapomniała o nas.

„Dzięki niezwykłemu szczęściu przez 80 lat, mimo wielu bliskich wyzwań, nie doszło do żadnego wybuchu jądrowego” — powiedziała Ellis Rovan, zastępca wiceprezydenta ds. komunikacji w Inicjatywie Zagrożeń Jądrowych (NTI), w wiadomości e-mail. „Wszystkie problemy, które teraz zaprzątają myśli Amerykanów, mogą być zakryte przez chwilowy nacisk lub przypadkowość.”

To sprawia, że nowy film A House of Dynamite jest idealny na dzisiejsze czasy.

Reżyserka Kathryn Bigelow stworzyła film dla Netflix — jest on już w ograniczonej dystrybucji, a dostępny do streamingu będzie od 24 października. Film składa się z trzech aktów i śledzi pracowników rządu, wojskowych i wreszcie samego prezydenta (w tej roli Idris Elba) w około 18 minutach od momentu wykrycia wystrzelenia rakiety jądrowej nad Pacyfikiem do jej przybycia do Chicago.

Niewyobrażalne

Dzień zaczyna się jak każdy inny. Koledzy flirtują, kłócą się, rozmawiają o sporcie, dzieciach i swoich pupilach. Jedna z wyższych dowódczyń (Rebecca Ferguson) w pokojach kryzysowych Białego Domu myśli o tym, jak dobrze byłoby zrobić propozycję swojej wieloletniej dziewczynie. Wszystko idzie dobrze, aż nagle się zmienia.

Ale nawet wtedy potrzeba chwil, aby napięcie wzrosło, a niewyobrażalne stało się możliwe. Żołnierze na odległej bazie na Alasce najpierw myślą, że to północnokoreańska rakieta, która wyląduje bez szkody na Pacyfiku.

Prawdziwy atak jądrowy zapewne polegałby na setkach rakiet, towarzyszących dezinformacji. Świadczy o tym przypadek radzieckiego pilota Stanisława Petrowa, który w 1983 roku zrozumiał, że pięć amerykańskich rakiet jądrowych lecących w kierunku ZSRR były w rzeczywistości fałszywym alarmem wywołanym awarią systemu wczesnego ostrzegania. Jego ostrożna decyzja — aby tego nie zgłaszać wyżej, mogła zapobiec odwetu, który mógłby doprowadzić do wojny jądrowej.

W filmie wspomina się sytuację Petrowa. USA uruchamia swoją system obrony powietrznej z tej bazy na Alasce. Jedna postać mówi: „To jak uderzyć kulą w kulę. To będzie drugie najciekawsze wydarzenie dzisiaj.”

Ale przechwytujący nie niszczy rakiety, która nieustannie zbliża się do Chicago, miasta z populacją 10 milionów. Dopiero później najwyżsi urzędnicy dowiadują się, że systemy obrony, które powinny chronić kraj przed takimi atakami, mają tylko 61% szans na sukces. W rzeczywistości ten wskaźnik wynosi około 55% — i to w kontrolowanych warunkach.

„Czyli to tak naprawdę jak rzut monetą?” — krzyczy sekretarz obrony (Jared Harris). „To za co wydajemy 50 miliardów dolarów?”

To plan A. A gdy on nie zadziała, planu B nie ma.

Jak zauważyła Rovan, pokazuje to, że system obrony jądrowej „wymaga doskonałości od ludzi i maszyn 100% czasu. I to jest po prostu nerealistyczne.”

Nikt nie kontroluje końca świata

Film A House of Dynamite ilustruje, że w tym najważniejszym momencie w historii nikt nie ma kontroli.

Chociaż trudno wyobrazić sobie Donalda Trumpa, który ma jedyną władzę dać rozkaz do ataku jądrowego, on i sekretarz obrony Pete Hegseth mogą nic nie zrobić.

Eksperci, prezydent i „druga strona”, która wspomina o rozmowie z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych — wszyscy wyglądają na zagubionych. To nie kwestia umiejętności czy odwagi; niemal wszyscy wykonują swoją pracę na odpowiednim poziomie.

W końcu nawet nie dowiadujemy się, kto wystrzelił rakietę. Rozważane są opcje, takie jak Korea Północna, Chiny, Rosja i Iran. Film nie wyjaśnia, czy atak był zamierzony, czy przypadkowy, czy była to izolowana sytuacja, czy część skoordynowanej kampanii. Obserwuję, jak mój rodzinny dom na przedmieściach Chicago zostaje zniszczony. Nawet jeśli rakieta nie wybuchnie — to także się zdarza. Ale nawet jeśli nie zniszczy Chicago, USA mogą odpowiedzieć prewencyjnie, co doprowadzi do wojny jądrowej.

Niewiedza, która występuje w filmie, chociaż narracyjnie irytująca, odzwierciedla rzeczywistość. Niemożliwe jest krótko ocenić sytuację w ciągu 18 minut, które pozostały do uderzenia rakiety meteorologicznej, tak samo jak prezydent nie może podjąć zrozumiałej decyzji tak szybko.

Gdy przed prezydentem pojawia się wybór dotyczący eskalacji reakcji — „płynna, średnia, dobrze przygotowana” — mówi, że jest gotów wydać rozkaz. Konsekwencje tego pozostają nieznane.

Film podkreśla, jak nasz stosunek do zagrożeń jądrowych zmienił się od czasów zimnej wojny. W te dni „my przeciwko nim” wszystko było prostsze, choć nie mniej niebezpieczne. Świat stał się wielobiegunowy. Istnieje (przynajmniej) dziewięć państw jądrowych, które należy monitorować, a nowoczesne technologie, takie jak sztuczna inteligencja, zwiększają ryzyko.

„Mam nadzieję, że ten film zainteresuje nowe pokolenie problemami jądrowymi,” napisała mi Heather Williams, szefowa Projektu ds. Problematyki Jądrowej w Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). „Na świecie wciąż są tysiące głowic jądrowych, a niektóre państwa nadal grożą bronią jądrową — zagrożenie nie zniknęło.”

Jednak nie wszystko jest tak ponure: w 1986 roku było 70 tysięcy głowic jądrowych. Dziś jest ich 12 tysięcy — to 80% redukcji ogólnej liczby głowic jądrowych na świecie. Ale po raz pierwszy od 40 lat ta liczba może znów wzrosnąć, ponieważ więcej krajów stara się uzupełnić swoje arsenały jądrowe, a uzgodnione ograniczenia dotyczące broni jądrowej w Rosji i USA wygasną w lutym.

Tak więc sytuacja idzie w złym kierunku.

„Potrzebujemy tego samego poziomu niezadowolenia społecznego, które doprowadziło do redukcji i działań kontrolnych nad bronią jądrową, które uczyniły świat bezpieczniejszym,” powiedziała Rovan. „Ludzie mają moc w tym procesie — muszą ją tylko odzyskać.”

Argument na rzecz posiadania broni jądrowej jest taki, że może ona powstrzymać konwencjonalną wojnę, która może być równie zniszczycielska jak II wojna światowa. Ale nie można mieć powstrzymania w świecie zniszczonym przez apokalipsę jądrową.


Czytaj także

Reklama