Trump przepisuje historię USA: jak kultura stała się bronią w polityce.
Jak informuje Vox: Nowoczesna Partia Republikańska w pełni przyjęła maksymy Andrew Breitbarta, że "polityka płynie z kultury". Być może to wyjaśnia, dlaczego prezydent Donald Trump tak chętnie dąży do kontrolowania amerykańskiej sztuki w trakcie swojej drugiej kadencji: zresztą kultura kształtuje politykę. Jeśli amerykańska polityka staje się trumpowska, to również kultura powinna taka być.
Trump skorzystał z okazji, aby przeprowadzić przegląd w Smithsonianie, zgodnie z jego własnym rozumieniem sztuki i historii. Powiedział, że chce zmniejszyć akcent na "złe momenty związane z niewolnictwem". Samodzielnie kierując Centrum Kennedy'ego, prezydent wezwał do zaprzestania organizowania pokazów drag show oraz tzw. "woke historii". Zredukował dotacje dla Narodowego Funduszu Sztuk Pięknych, Narodowego Funduszu Humanistycznego oraz Korporacji Nadzoru Publicznego, co miało poważne konsekwencje dla infrastruktury artystycznej kraju. Pozostałe fundusze w NFMs Trump przeznaczył na swoje projekty: ogród rzeźb, który odzwierciedla narodowych bohaterów, patriotyczne sztuki i koncerty z okazji 250-lecia Ameryki.
Trump wyraźnie wyraził swoje poglądy na temat amerykańskiej sztuki. Podobają mu się wielkie, pompatyczne, spektakularne dzieła, które są absolutnie reprezentacyjne, bez metafor czy symbolizmu. Odrzuca wszystko, co mogłoby sugerować, że Ameryka kiedykolwiek była mniej niż wielka — chyba że dotyczy to czasów demokratycznego kierownictwa. Trump preferuje nostalgiczna amerykańska kulturę w stylu Normana Rockwella, a nie Kehinde Wiley. Nie potrzebuje Hamiltona; chce 1776, nawet nie remake’u 1776 z kobietami, który pojawił się kilka lat temu.
Trump nie jest w tym nowatorem. Rząd USA wcześniej ingerował w amerykańską sztukę. Najbardziej znanym przykładem jest to, że CIA przez lata podczas zimnej wojny finansowało niektórych artystów i czasopisma literackie, obserwując i ścigając innych, aby lepiej kształtować wizerunek Ameryki na światowej arenie. CIA również wierzyło, że polityka wypływa z kultury — szczególnie gdy twoja kraj i wróg mają broń jądrową, a ty dążysz do uniknięcia jej użycia.
“W naszym dążeniu do uniknięcia tragedii otwartej wojny, 'pokojowe' metody staną się ważniejsze w czasach przedwojennych wstrząsów, w trakcie prawdziwej wojny oraz w czasach manipulacji po wojnie,” — stwierdzono w memorandum CIA z 1945 roku, które przewidywało zmiany w taktyce z powodu nowej broni atomowej. Historyk Francis Stonor Sanders w swojej ważnej książce The Cultural Cold War pisze, że “operacyjną bronią”, którą USA będą używać w wojnie z Sowietami, “była kultura.”
Porównanie kulturalnej zimnej wojny CIA z próbami Trumpa uzyskania wpływu w sztuce ujawnia znaczące paralele. W przeszłości, gdy rząd amerykański ingerował w świat sztuki, działo się to z wiarą w egzystencjalne znaczenie tego, jak Ameryka jest reprezentowana w międzynarodowej sztuce. Przechodząc od CIA do Trumpa i z powrotem, możemy zobaczyć, jak Ameryka prowadziła wojnę propagandową w latach 60. oraz jak stara się to zrobić ponownie dzisiaj, w 2025 roku.
“Połączcie wolne tradycje Europy i Ameryki”
Zimna wojna kulturalna CIA była dość stonowana. Wiele artystów, którzy byli finansowani i wspierani, nawet nie podejrzewało, że CIA rozpowszechnia ich sztukę, niektórzy podejrzewali, ale nie chcieli się tym zbyt mocno zajmować.
Głównym narzędziem, poprzez które CIA realizowało swoją pracę, był Kongres Wolności Kultury — międzynarodowa organizacja antykomunistyczna, poświęcona wygraniu wojny idei przeciwko Sowietom. Oficjalnie Kongres Wolności Kultury był niezależną organizacją, jednak nawet współcześni zauważyli, że miał znaczne zasoby finansowe dla sztuki, które bazowały w biednej powojennej Europie. Artyści i intelektualiści, którzy byli finansowani, mogli liczyć na komfortowe przeloty, luksusowe hotele i dostęp do znacznych platform.
Niemniej jednak te pieniądze pochodziły z CIA i były obwarowane żądaniami.
Dziennikarz i historyk wojskowy Melvin Laski opisał strategię w 1947 roku w wewnętrznym memorandum znanym jako 'Propozycja Melvina Laski.' Laski wskazał na niepowodzenie USA w umocnieniu “wykształconych i kulturalnych klas” Europy na amerykańską rzecz, ponieważ to one, 'w dłuższej perspektywie, zapewniają moralne i polityczne przywództwo w społeczeństwie.' Sowiecka propaganda, pisał Laski, podważała wizerunek Ameryki za granicą: „A mianowicie, rzekomy ekonomiczny egoizm USA (Wujek Sam jako Shylock); rzekoma głęboka reakcja polityczna (“merkantylna kapitalistyczna prasa” itd.); rzekoma kulturalna niepowściągliwość (“jazz i swing-mania”, reklamy w radiu, hollywoodzcy “niezrozumiali”, “seryjna przemysłowość i humanizm”); rzekoma moralna hipokryzja (kwestia kolorowych obywateli, sumienni rolnicy, Oklahomczycy itd.) oraz inne.
Nie jest przypadkiem, że polityka CIA dotycząca tłumienia jakiejkolwiek sztuki dotyczącej rasowego problemu Ameryki szczególnie mocno uderzyła w czarnych pisarzy.
W obliczu takiej kampanii Laski wskazywał, że wyższa droga — to bezowocna strategia, trzeba było mieć swoich adwokatów, aby kontratakować sowiecki nawias.
Laski widział możliwe rozwiązanie tego problemu w stworzeniu czasopisma literackiego. Miało to być “demonstrowanie, że za oficjalnymi przedstawicielami amerykańskiej demokracji stoi wielka i postępowa kultura z osiągnięciami w sztuce, literaturze, filozofii i wszystkich aspektach kultury, które łączą wolne tradycje Europy i Ameryki.”
Stany Zjednoczone miały udowodnić Europie, że nie jest to tylko zbiór moralnie zdegenerowanych ludzi z problemem segregacji. Tylko wtedy można byłoby uratować Europę przed sowieckim zagrożeniem.
Po tym, jak CIA zaakceptowało propozycję Laski, jego pierwotna idea jednego magazynu przerodziła się w 20, a wszystko było tajemniczo finansowane przez CIA poprzez Kongres Wolności Kultury. W szczytowym momencie swojej działalności Kongres finansował również prestiżowe międzynarodowe konferencje, wystawy kulturalne oraz publiczne wystąpienia. Wszystkie one były poddawane ocenie CIA, aby potwierdzić, że odpowiadają wymogom określonym przez Laski: miały demonstrować, że USA mają tradycję wysokiej kultury, która zainteresuje estetyków Paryża i Berlina, bez potępienia Ameryki za jej “moralną hipokryzję” — za klasowe podziały lub zakorzeniony systemowy rasizm. Dla CIA oficjalnym celem tych czasopism było przedstawienie europejskim intelektualistom wizji amerykańskiego kapitalizmu, która zmusiłaby ich do rezygnacji z niezmiennego zainteresowania komunizmem.
Wiele z tej sztuki i kultury było rzeczywiście bardzo dobrej jakości i ważne. Dzięki Kongresowi Wolności Kultury CIA stało się orędownikiem abstrakcyjnego ekspresjonizmu w przeciwieństwie do radzieckiego realizmu socjalistycznego. Udzieliło wsparcia Muzeum Nowej Sztuki (które zniszczyło rozpoczętą ścianę Diego Rivery, gdy ten namalował Lenina i odmówił jej zamalowania), a także Paris Review, początkowo stworzonego przez agenta CIA jako część jego przykrycia.
Niemniej jednak sztuka, która dotykała rasowych problemów Ameryki czy jej działalności w innych krajach, była uważana za podejrzaną i potencjalne narzędzie Sowietów. Nie otrzymała prestiżowego finansowania od CIA, a czasem wręcz była tłumiona.
“Zadbam o to, żeby to było zabite.”
Nie jest dziwne, że polityka CIA dotycząca tłumienia jakiejkolwiek sztuki dotyczącej rasowego problemu Ameryki szczególnie mocno udekorowała czarnych pisarzy. James Baldwin i Richard Wright obydwaj pisali o grzechach ZSRR na początku swoich karier, a w tym momencie CIA ich wspierało. Ich eseje były publikowane w Paris Review oraz w finansowanym przez CIA magazynie Encounters, ich powieści były dystrybuowane za granicą na koszt rządowy. Jednak gdy skierowali swoją uwagę z problemu radzieckiego na walkę z amerykańskim rasizmem i systemem kontrolnym, wsparcie CIA dobiegło końca. System magazynów, którymi tajemniczo zarządzała CIA, zaczął odmawiać publikacji ich dzieł. FBI i, prawdopodobnie, CIA również zaczęły infiltrować ich życie i gromadzić na nich informacje. (Wright opisał to jako “huśtawkę CIA między tajną pomocą a szpiegowaniem.”) W.E.B. Du Bois, z kolei, przeszedł najgorszą część: Departament Stanu po prostu odmówił mu wydania paszportu.
CIA również działało w Hollywood, gdzie dokładnie sprawdzało filmy pod kątem jakichkolwiek wskazówek na antyamerykańską propagandę. Jeden raport CIA z 1953 roku opisuje, jak agent przekonał Paramount, aby włączył do filmów “dobrze ubranych czarnoskórych” jako statystów, aby uniknąć prowokacji dyskusji o rasizmie w Ameryce. Agent przyznaje, że nie udało mu się znaleźć sposobu na film, którego akcja dzieje się w ante-bellum Południu. “Jednak,” dodaje, “to jest rekompensowane wspaniałym czarnoskórym lokajem w jednym z domów głównego bohatera, któremu zapewniono dialog, który wskazuje na jego status jako wyzwolonego człowieka i możliwość pracy tam, gdzie chce.”
Nie każdy film można było tak łatwo poprawić. Jeden scenariusz okazał się nieprzydatny z powodu jego “implikacji [że] bogactwo anglo-tekstańców [było] zbudowane na wyzysku pracy Meksykanów.” “Zadbam o to, żeby to było zabite, kiedy ktoś będzie starał się to odtworzyć w Paramount,” — obiecał agent. (Film trafił do Warner Brothers, gdzie stał się Gigantem, ostatnim filmem Jamesa Deana.) Teraz już kultowy western Godzina wysokiego południa również został zgłoszony z powodu “nieprzyjaznego przedstawienia amerykańskich mieszkańców i obecności meksykańskiej prostytutki w fabule.” Film już wyszedł zanim agent CIA znów przyszedł z raportem, ale obiecał zrujnować jego szanse na Oskary. (Mimo to film zdobył później cztery nagrody, nie licząc najlepszej produkcji.)
System sztuk, który stworzyło CIA, był światem amerykańskiej niewinności. W tym świecie czarni Amerykanie mieli swobodny dostęp do bogactwa i prestiżu, gdzie ludzie kolorowej skóry nigdy nie byli eksploatowani, a rasy istniały w harmonii. Polityczna sztuka była uważana za niższą formę sławionej propagandy. Dziedzictwo zachodniej sztuki było największym osiągnięciem kulturalnym, a Ameryka stała się teraz strażnikiem tego dziedzictwa.
W wielu aspektach to ten artystyczny świat, który Donald Trump, wydaje się, próbuje ponownie odtworzyć. Tylko teraz nie ma potrzeby przedstawiania sztuki smakoszom Europy.
“Średniość, wiejski umysł, straszliwy średni kult.”
Gust Trumpa dotyczący sztuki skłania się w kierunku populizmu i kiczu. Estetycznie dzieła, które wspiera jako prezydent, mają mniej wspólnego z wyrafinowanymi dziełami, które były tajemniczo promowane przez CIA, a bardziej przypominają sztukę, którą lubił Joseph McCarthy, jeszcze jeden wielki cenzor amerykańskiej kultury czasów zimnej wojny.
McCarthy, pisze Sanders w The Cultural Cold War, “był autokratą — chciał ‘zrobić w Ameryce.’ … McCarthyzm był ruchem — lub momentem — zapalonym populistyczną niechęcią do elity. Z kolei, grubiańskie demagocyjne wypowiedzi McCarthy’ego wzbudzały zgorszenie panującej elity. Był ucieleśnieniem tego, co A.L. Rose w Anglii pogardzał jako ‘idiotyczny lud’; obrażał smak elit, które gardziły średniością, wiejskim umysłem, strasznym średnim kultem.”
Ci artyści i myśliciele, których prace przedstawiano publiczności jako najtrafniejsze i najpotrzebniejsze, tak ważni, jak mogli być, niekoniecznie byli najtrafniejszymi i najpotrzebniejszymi artystami i myślicielami swojego czasu.
Ponadto, pewna niechęć do wysokiej sztuki zmusiła niektórych agentów CIA do twierdzenia, że muszą potajemnie promować takich ludzi jak Pollock, aby uniknąć obraźliwych reakcji ze strony McCarthy’ego. “Wyobraźcie sobie śmieszną wrzawę, która by się pojawiła,” — mówi jeden z agentów.
Trump również nie ma żadnego zainteresowania tym intelektualizmem, który CIA promowało podczas zimnej wojny. Sztuka, którą wspiera, musi być wcześniej przygotowana, a w rzeczywistości to jest jego żądanie. Wniosek o grant na jego zaplanowany Narodowy Ogród Amerykańskich Bohaterów zasadniczo zabrania “abstrakcyjnych lub nowoczesnych” rzeźb — to wyzwanie, ponieważ, według doniesień Politico w maju, w Stanach Zjednoczonych obecnie nie ma silnej tradycji sztuki reprezentatywnej.
Sztuka reprezentatywna była uważana za radziecką podczas zimnej wojny, dlatego też CIA jej nie wspierało. Upozbawiona korzystnych nagród, prestiżowych publikacji w czasopismach literackich lub udziału w międzynarodowych wystawach, sztuka reprezentatywna stała się mniej powszechna i mało perspektywiczna, przypominająca architekturę wiktoriańską lub portrety w centrach handlowych. Nadal żyjemy w świecie kształtowanym tymi wyborami: największa liczba talentów w dziedzinie sztuki reprezentatywnej pochodzi obecnie z Chin.
To ten rodzaj nieproporcjonalnego artystycznego środowiska, które może się pojawić, gdy rząd interweniuje w świat sztuki, nawet po dziesięcioleciach wydarzeń. “Rząd zdaje się zarządzać podziemnym wzbogaceniem, w którym pierwsze klasy nie zawsze odpowiadały pragnieniom zamożnych pasażerów,” — pisał wydawca i krytyk Jason Epstein w 1967 roku, kiedy wiadomości o ingerencji CIA w świat kultury zaczęły osiągać opinię publiczną. “CIA i Fundacja Forda, wśród innych agencji, stworzyły i finansowały aparat intelektualistów, wybranych według ich poprawnych zimnowojennych stanowisk, jako alternatywę dla wolnego rynku intelektualnego, gdzie ideologie zazwyczaj mają mniejsze znaczenie w porównaniu z indywidualnymi talentami i osiągnięciami, a wątpliwości co do ugruntowanych ortodoksji były odbierane jako początek jakichkolwiek badań.”
Ci artyści i myśliciele, których prace przedstawiano publiczności jako najbardziej adekwatne i najpotrzebniejsze, jak ważne by mogli być, niekoniecznie byli najbardziej aktualnymi i najpotrzebniejszymi artystami i myślicielami swojego czasu. Byli to ci, którzy najlepiej odpowiadali ogłoszonym priorytetom CIA.
Teraz żyjemy w świecie, który stworzyli — w świecie, w którym, niezależnie od twojego zdania na temat wartości sztuki reprezentatywnej, fakt, że nie ma jej tak wiele, jest częściowo uzasadniony sztucznie wywołaną dewaluacją.
To jeden z najbardziej niewinnych skutków ingerencji państwa w świat sztuk, które CIA realizowało z niezamierzoną biegłością, a Trump aktualnie prowadzi z oczywistą szczerością. Bardziej niepokojące jest to, co wszyscy oni, CIA, Trump i McCarthy, zgadzają się: przekonanie, że każde dzieło sztuki, które porusza grzechy Ameryki, musi zostać stłumione, a każde dzieło, które je przewyższa, wspierane i uświetniane. Kiedy rząd zaczyna ingerować w sztukę, wydaje się, że zawsze uważa się za poza krytyką artystyczną.
Czytaj także
- Rekordy i biznes Donalda Trumpa: najstarszy prezydent w historii USA
- Szczyt G7: rozmowa Trump–Zełenski o wsparciu Kijowa i sankcjach
- Szczyt G7 o zakończeniu wojny w Ukrainie: Trump spotka się z przywódcami, ale pomija Kijów
- Osiemdziesiąte urodziny Donalda Trumpa: z imperium nieruchomości do oskarżeń i konfliktu w Ukrainie
- Nowa umowa z Iranem ogłoszona przez Trumpa: co to oznacza dla Cieśniny Ormuz
- 14 czerwca 2023: nowa umowa USA–Iran ogłoszona przez Trumpa – co się zmieni?

